Szkołę prowadzi
Powiat Mikołowski
znajdź nas na
Facebooku
dodane 18 listopad 2013r., godz.: 22:56 przez Administrator

Absolwenci Wydrukuj

 Róże biało-czerwone

W ogrodzie Heleny i Ronalda Winklerów z Ornontowic rosną krzewy róż, na których od kilku lat pojawiają się biało-czerwone kwiaty. Zdarzają się nawet łodygi, na których część kwiatów jest biała, a część czerwona. Czegoś podobnego nie zaobserwowano nigdzie indziej w Polsce.

 - Z tego powodu osobliwością interesują się Rosarium Polskiej Akademii Nauk, Akademia Rolnicza w Olsztynie, jak też Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach – wylicza z dumą gospodarz, pokazując na dowód publikacje w specjalistycznych czasopismach. Jak dodaje, przyczyną zjawiska jest to, że różane krzewy w jego ogrodzie, przypuszczalnie najstarsze w kraju, liczą sobie ponad 70 lat (w naszym klimacie taka długowieczność to fenomen), zatem wykazują skłonności do tzw. atawizmu. – Rzecz polega na występowaniu cech charakterystycznych dla odległych przodków. Krótko mówiąc, róża jest biała, ale wydaje także kwiaty biało-czerwone lub czerwone, ponieważ pochodzi od czerwonej – objaśnia pan Ronald.

 Skutki porządków

 W 1945 zaczął chodzić do tworzonego technikum rolniczego. Następnej wiosny dyrekcja zarządziła porządki w ogrodzie pozostałym po przedwojennych właścicielach zamku celem przystosowania go do potrzeb szkoły, zaganiając do roboty młodzież. – Wręczono nam trójzębne kopaczki do ziemniaków, a nauczyciel zawodu oświadczył, że będziemy karczowali chwasty po obszarnikach – wspomina pan Ronald. Na szczęście miejscowy ogrodnik przytomnie wybrał dwanaście najmniej uszkodzonych krzewów róż i przekazał położnej Agnieszce Cienciałowej, miłośniczce kwiatów, która posadziła je w swoim ogródku, a dziesięć lat później została teściową pana Ronalda.

– To właśnie te róże dają nam dziś tyle radości, choć z początku nie poświęcaliśmy im wiele uwagi. Przekształcaliśmy zresztą otaczający dom sad w ogród ozdobny. Uchodziliśmy wtedy za nienormalnych. Kiedy sadziliśmy żywotniki, sąsiedzi pukali się w czoło – opowiada gospodarz. Dziś ogród ma pół hektara, a rosną w nim m.in. dwa pomniki przyrody. To metasekwoja i cedr himalajski. Pierwszą pan Ronald zdobył nielegalnie. W 1958 roku był w Dreźnie u znajomego, który pracował w zieleni miejskiej, i odciął mu gałązkę. On zawinął ją w wilgotną gazetę, włożył do walizki i wsiadł do pociągu.

 Jakoś przewiózł

 – Gdy zbliżaliśmy się do granicy, któryś z podróżnych doradził, żebym pozbył się gazety, bo zostanę uznany za szpiega. Posłuchałem, schowałem gałązkę do kieszeni i jakoś dowiozłem. W domu pociąłem ją na trzy kawałki i zasadziłem, ale przyjął się jeden. Dziś nasza metasekwoja jest najstarszym i największym okazem tego gatunku na Górnym Śląsku. Jeśli chodzi o cedr himalajski, to kupiłem go w 1964 roku na plantacji w Szwajcarii. Wtedy była to mała sadzonka. Mamy też kolorowe trawy, palmy i inne rośliny, których nazwy trudno tu wymieniać, ale róże zajmują szczególne miejsce – zaznacza pan Ronald. Pokochał te kwiaty na tyle, że w 1967 roku założył koło Polskiego Towarzystwa Miłośników Róż, pierwsze na Górnym Śląsku, i przez dwadzieścia lat był jego prezesem, zasiadał w zarządzie głównym organizacji, w dodatku od 40 lat należy do Europejskiej Federacji Miłośników Róż w Baden-Baden. Wraz z żoną pokazywał także swoje kwiaty na różnych imprezach, i to z sukcesami. – Na międzynarodowej wystawie w Chorzowie w 1968 roku otrzymaliśmy srebrną różę PTMR za zajęcie drugiego miejsca w grupie amatorów. Prezentowaliśmy tam stare odmiany rabatowe – wspomina. Niegdyś, jak mówi, eksperymentował, szczepił i oczkował, otrzymując np. z dzikich krzewów szlachetne odmiany.

 Nowe odmiany

 – Teraz zajmuję się tym sporadycznie, bo przy tej robocie trzeba całować ziemię w lipcu, a ja mam 80 lat. Wkrótce znowu się pobawię, gdyż sprowadzam słynną różę o nazwie Maria Skłodowska-Curie. Jak się uda, to zdobędę także Księżną z Pszczyny. Zasadzę krzewy jesienią, a w czerwcu będziemy mieli nowe kwiaty – wyjaśnia pan Ronald. Dwukolorowe róże u Winklerów wciąż kwitną, choć jest wrzesień, ale w obejściu zaczynają się przygotowania do zimy. Najtrudniej będzie przetransportować palmy do pomieszczenia, które powstało w przybudówce obok domu. – Jedna donica waży ponad 100 kg. Jej przeniesienie to robota dla czterech chłopa – podsumowuje gospodarz.

  autor artykułu:

Elżbieta Piersiakowa

 

Załączone zdjęcia:

Inne artykuły w tym dziale:

Historia szkoły Historia szkoły w Ornontowicach we wspomnieniach niektórych dyrektorów i nauczycieli.    Spis treści: Wstęp  Historia zamku w Ornontowicach Przez kwiaty do języka angielskiego Lwowski nauczyciel w Ornontowicach Rolnictwo w dawnych Ornontowicach Ostatnia podróż sentymentalna do Ornontowic Róże biało-czerwone Szkoła Rolnicza w Ornontowicach w latach  1945 - 1980 Szkolne gospodarstwo rolne Sport i turystyka Organizacje młodzieżowe i działalność kulturalna Zespół Szkół Rolniczych w Ornontowicach w latach 1980-1986 czytaj dalej...
Kadra kierownicza KADRA KIEROWNICZA SZKOŁY W LATACH 1945 - 2012 czytaj dalej...
Książka elektroniczna Historia szkoły w wersji elektronicznej czytaj dalej...
Laureaci i finaliści   LAUREACI I FINALIŚCI  KONKURSÓW I OLIMPIAD  Z ROKU 2015/2016 i 2016/2017 Wcześniejsze osiągnięcia znajdują się w plikach.       Nazwa konkursu Rok Imię i nazwisko ucznia Etap Miejsce II Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Handlowo-Menedżerskich 2016 Karol Gajda krajowy finalista Eliminacje III stopnia VI Olimpiady Wiedzy Górniczej „O Złotą Lampkę” czytaj dalej...
Prezentacja z 70-lecia Tutaj obejrzysz prezentację z akademii obchodów 70-lecia. czytaj dalej...
Ważne daty  Ważne daty w historii Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Orntontowicach (lata 1945-1965)   1945październik - grudzień Stopniowa odbudowa ze zniszczeń uszkodzonych budynków gospodarczych oraz zamku. W ramach parcelacji wydzielono dla szkoły gospodarstwo pomocnicze o pow czytaj dalej...
 

Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Ornontowicach
Wszelkie prawa do materiałów na tej stronie zastrzeżone
Projekt i wykonanie: Fonet & pkwiecien.pl

Zanotowaliśmy już
1697986
odwiedzin!